O życiu z chorobą
Kto dowiaduje się, że zapadł na śmiertelną chorobę, temu zmienia się całkowicie perspektywa rzeczywistości. Rozmaite hierarchie dotychczasowych celów, poprzez strukturę których postrzegał siebie i świat, ulegają gruntownej przemianie, by nie powiedzieć wręcz - odwróceniu.
Przed uzyskaniem informacji, że jest chory, a ta choroba bardzo poważnie i bezpośrednio zagraża jego dalszej egzystencji - przed tym wszystkim miał rozmaite plany na swoje życie, które w jednej chwili rozsypują się jak proch na wietrze. Wszystkie te cele, które miał przed chorobą, oświetlone nową perspektywą, perspektywą śmierci, okazują się czymś wręcz dziwnym, a waga, jaką im przypisywał, ulega gruntownemu przewartościowaniu. Przynajmniej u tych, którzy nie uciekają od problemu.
Energia i uwaga chorego kieruje się na walkę z chorobą, zmaganie z uciążliwościami i cierpieniem, jakie niesie. Również myśli i emocje zwracają się mimowolnie w kierunku spraw ostatecznych. Pojawiają się pytania, wcześniej często tłumione, o sens życia, co po śmierci. Skąd przychodzimy, kim jesteśmy, dokąd idziemy? Te pytania przychodziły i wcześniej na różnych etapach życia, jednak przeważnie były odkładane na półkę, na potem, bo teraz trzeba się zająć czymś innym. A świat aż roi się od wydarzeń i wszystkie takie absorbujące. A człowiek nieustannie coś chciałby, a czegoś z kolei znów nie chciał. A nuda jest mu wrogiem.
Swoją drogą, być może niektórzy mi tu przyświadczą, że doświadczenie nudy może być bardzo pożytecznym i głębokim doświadczeniem duchowym, jeśli się od niej nie ucieka. Człowiek nieustannie "musi" mieć wypełniony swój umysł jakimiś przedmiotami. Jeśli doświadcza pustki, nudy, czuje się bardzo niekomfortowo, nago. Ale porzućmy tę dygresję i wróćmy do tematu.
Wieść o chorobie, która zagraża życiu i źle rokuje, dociera do ludzi zasadniczo na dwa sposoby.
Pierwszy - gdy wydawałoby się, że nic im nie dolega, a tu z wyników rutynowych badań wynika, że mają np. zaawansowanego raka.
Drugi - gdy dolegliwości go wpierw dopadają, idzie z tym do lekarza i dowiaduje się, że to skutek ciężkiej choroby, z której nie zdawał sobie sprawy. W obu przypadkach człowiek doznaje szoku. W jednej chwili wszystko się zmienia.
Jeśli szukać z tym doświadczeniem jakichś analogii, to przypominać je mogą sytuacje kogoś, kto np. żył w uporządkowanym mieszczańskim świecie i nagle wybucha wojna, a on trafia do obozu koncentracyjnego, gdzie styka się z całkowicie nowymi dla siebie warunkami, nowymi prawami i hierarchiami. Czuje się zagubiony i przerażony. Dużo lepiej w takich okolicznościach radzą sobie ci, którzy ze światem zagrożenia stykali się w swym dotychczasowym życiu już wcześniej. Tak np. było z Grzesiukiem ("Pięć lat kacetu"), który żył przed wojną w dość brutalnym świecie Czerniakowa,. Radził on sobie w obozie dużo lepiej, niż ludzie wyrwani ze świata mieszczańskiego, w którym rzeczywistość była oswajana i przetwarzana przez szczególnego rodzaju filtry umysłu, gdzie był porządek i bezpieczeństwo, a ludzie mogli planować wiele lat na przód.
Również dużo lepiej z rzeczywistością obozową radzili sobie psychotycy (paranoicy, schizofrenicy), dla których nowa rzeczywistość nie odstawała specjalnie od grozy, z jaką musieli się zmagać w życiu codziennym. Podobnie knajacy. Tu człowiek nie mógł liczyć, że osłoni ich prawo, policja, tatuś czy mamuś.. Mógł liczyć tylko na siebie. To, że w poprzednim życiu był kimś ważnym, przestawało mieć znaczenie. Przykładów podobnych doświadczeń, które całkowicie wywracają naszą rzeczywistość do góry nogami jest więcej, jak choćby wtrącenie do więzienia czy wojna.
Chorowanie, to nie tylko stan ciała, ale również stan ducha. O tym, jak wielką rolę pełni stan naszej świadomości, może świadczyć poniższy przykład.
Jakiś czas temu mojego przyjaciela powaliła nagle choroba. Znalazł się na granicy śmierci. Okazało się, że to zaawansowany rak. Z boską pomocą ten nagły (dla jego świadomości) atak udało mu się przeżyć. Wyrok został zawieszony. Zrobiono mu wówczas badania. Wyniki nie były optymistyczne. Pozmieniał to i owo, poskładał swe życie na nowo. Po półtora roku od tamtych badań, będąc u lekarza, dowiedział się, że z tych badań wynikało, iż prócz zaatakowanego przez chorobę narządu ma przerzut również na inny. Nie był tego świadom, w jakiś sposób mu to umknęło. Ta nagła dla niego wieść podłamała go, osłabiła chwilowo wolę życia. Fatum, walka z wiatrakami.
A przecież obiektywnie nic się w jego realnej sytuacji nie zmieniło. Badania wykazywały ten przerzut już półtora roku temu. Funkcjonował z tym przez całe półtora roku całkiem dobrze. Zmieniła się jedynie jego świadomość sytuacji, bo przecież nie sama sytuacja. Ta była bez zmian.
Świadomość, psychika, tendencje mentalne – wszystko to ma olbrzymie znaczenie, zwłaszcza w przypadku chorób autoimmunologicznych. Na te powiązania, między stanem ducha i chorobą, wskazywało bardzo wielu, jak choćby Nietsche, Schopenhauer, Tomasz Mann czy Sołżenicyn („Odział chorych na raka”). Mogą o tym również świadczyć sukcesy lecznicze synkretycznego ruchu (tzw. Nowa Myśl) z przełomu XIX i XX w., który Wiliam James określał mianem „ducholecznictwa”, podkreślając w tej nazwie tak bardzo akcentowany przez „Nową Myśl” bezpośredni wpływ ducha na zwalczenie choroby. Omawiając ich spektakularne często sukcesy, parafrazuje słowa z Ewangelii św. Mateusza: „Ślepi przejrzeli, kulawi chodzą, chorujący przez całe życie wyzdrowieli.” Zauważa przy tym, że: „Wyniki moralne są niemniej godne uwagi. Okazało się, że wiele ludzi, którzy zgoła tej zdolności nie podejrzewali w sobie, mogło zdecydowanie przyjąć zdrowomyślną postawę życiową; odradzanie się charakterów rozszerzało się coraz bardziej i radość zwrócono ludziom niezliczonym.”
Czy życie ze śmiertelną chorobą, ze świadomością możliwej śmierci, a w niektórych wypadkach śmierci nieuniknionej, jest rzeczywiście tak różne od życia bez choroby?
Pod wieloma względami oczywiście tak. Choroba tworzy nam często takie ograniczenia, których normalnie się nie doświadcza. Przecież jednak życie bez choroby również nieodwołalnie kończy się śmiercią. "Memento mori" - powinno być codzienną praktyką chrześcijanina. Nierzadko bywa i tak, że życie z chorobą trwa dłużej, niż życie bez niej. Co do istoty, nie ma różnicy, choć od "memento mori" w życiu codziennym zazwyczaj ucieka się mimowolnie. Choroba zasadniczo to zmienia.
Tak więc, jak to bywa z różnymi sytuacjami, prócz zagrożenia stwarza ona jednocześnie szansę dla nas. Duchową szansę, szansę na przemianę świadomości i otwarcie oczu na coś, co cały czas jest obecne, choć tego sobie nie uświadamialiśmy. Na rzeczywistość duchową. W takim kontekście choroba może okazać się błogosławieństwem, gdyż bez jej doświadczenia nie bylibyśmy w stanie otworzyć oczu na naszą egzystencjalną rzeczywistość. Nie przypadkiem modlimy się w kościele, śpiewając pieśń-modlitwę, zwaną Trisagionem, której korzenie sięgają pierwszych wieków chrześcijaństwa: "... od nagłej i niespodziewanej śmierci zachowaj nas Panie". Choroba pozwala się przygotować.
Pascal, będąc ciężko chory na gruźlicę i raka, ułożył modlitwę o dobry użytek choroby, która wydaje mi się dobrym podsumowaniem powyższych refleksji, a której fragment tu przytoczę: „(…)Panie, wiem, że wiem tylko jedno: że dobrze jest iść za Tobą, a źle jest Ciebie obrazić. Poza tym nie wiem, co jest gorsze albo lepsze w jakiejkolwiek rzeczy. Nie wiem, co mi jest korzystniejsze, zdrowie czy choroba, dostatek czy ubóstwo, ani co bądź w świecie. To jest poznanie przechodzące siłę ludzi i aniołów i ukryte w tajemnicach Twojej Opatrzności(…)”.
Robert Gocał
tagi:
|
RG |
| 9 sierpnia 2022 08:14 |
Komentarze:
|
janucha @RG |
| 9 sierpnia 2022 08:30 |
Sam byłem w podobnej sytuacji, ale z pomocą Matki Boskiej udało mi się wrócić do "normalnego" życia. Okres choroby pozwala na uporządkowanie swojego życia i zrobienia bilansu co jest ważne a co nie. Modlitwa Pascala dobrze oddaje co człowiek wówczas czuje.
|
Paris @RG |
| 9 sierpnia 2022 19:43 |
Piekny wpis...
... i piekna modlitwa Pascal`a.
Dziekuje, bo przypomnialy mi sie moje dawne traumy,... moze nie chorobowe, ale rowniez bardzo bolesne i na granicy wytrzymalosci.
|
Paris @RG 10 sierpnia 2022 09:23 |
| 10 sierpnia 2022 09:10 |
Chociaz tyle,...
... bo ciezko ,,ten temat komentowac,,... po ludzku bardzo osobisty i niezwykle trudny... i najwazniejsze zeby miec oparcie w Panu Bogu, takze w rodzinie, w kims bardzo bliskim. W moim przypadku - z perspektywy czasu - byl to blogoslawiony czas wlasnie na refleksje nad sama soba, to naprawde zmienia czlowieka i czesto jest mu potrzebne,...
... czego wszystkim chorym i potrzebujacym zycze,